NONE | 05 maja 2020

Efekt nietoperza z Wuhan

Wyobraźmy sobie sytuację, że ktoś w Chinach zjada zupę z nietoperza, a cztery miesiące później w Polsce, nie możemy z tego powodu spotkać się z rodziną na święta. Absurd, prawda? Cóż, życie pisze najbardziej zaskakujące scenariusze. Zastanówmy się, jaki napisało dla polskiej gospodarki i branży artykułów promocyjnych na najbliższe miesiące.

Pandemia koronawirusa tylko na pierwszy rzut oka jest problemem wyłącznie medycznym. Jej drugie oblicze - łypiące na nas głębokim kryzysem gospodarczym - dopiero poznajemy. I kto wie, czy nie jest ono nawet bardziej złowrogie.

Spójrzmy na światowy bilans pierwszej dekady kwietnia. Dwa miliony chorych, ponad 125 tys. zgonów i 470 tys. ozdrowień. Co prawda, zanim postawię kropkę w tym zdaniu bilans będzie już inny, tak szybko się wszystko zmienia. Niemniej jednak, warto te liczby zestawić z tymi ziejącymi z zestawień gospodarczych.

Udostępnij:

Wyobraźmy sobie sytuację, że ktoś w Chinach zjada zupę z nietoperza, a cztery miesiące później w Polsce, nie możemy z tego powodu spotkać się z rodziną na święta. Absurd, prawda? Cóż, życie pisze najbardziej zaskakujące scenariusze. Zastanówmy się, jaki napisało dla polskiej gospodarki i branży artykułów promocyjnych na najbliższe miesiące.

Pandemia koronawirusa tylko na pierwszy rzut oka jest problemem wyłącznie medycznym. Jej drugie oblicze - łypiące na nas głębokim kryzysem gospodarczym - dopiero poznajemy. I kto wie, czy nie jest ono nawet bardziej złowrogie.

Spójrzmy na światowy bilans pierwszej dekady kwietnia. Dwa miliony chorych, ponad 125 tys. zgonów i 470 tys. ozdrowień. Co prawda, zanim postawię kropkę w tym zdaniu bilans będzie już inny, tak szybko się wszystko zmienia. Niemniej jednak, warto te liczby zestawić z tymi ziejącymi z zestawień gospodarczych.

Lockdown = knockout

Zamknięte kawiarnie, biznesy usługowe, centra handlowe, przemysł pracujący na zwolnionych obrotach, z trudem łapiąca oddech turystyka, branża eventowa, czy upominków. Lockdown do Świąt Wielkiej Nocy kosztował pracę pół miliona osób.

Pamiętajmy jednak, że rzesza pracowników wypowiedzenia otrzymała na koniec marca. Statystyki bezrobocia wystrzelą więc dopiero w lipcu.

Na świecie bywa różnie. Zdecydowanie lepiej radzą sobie małe kraje - Estonia, Łotwa, Czechy, Izrael, Singapur, czy Dania. Niewątpliwie, czynnikami ułatwiającymi walkę z pandemią są mniejsze terytorium i względnie niewielka liczba ludności. Nie należy jednak zapominać, że w krajach tych podjęto szybkie decyzje: o zamknięciu granic, noszeniu maseczek, testowaniu na masową skalę i odizolowaniu grup ryzyka. Stosowano nawet tzw. śledztwa epidemiologiczne. Grupy epidemiologów odtwarzały ścieżkę wirusa szybko identyfikując osoby, które miały kontakt z zarażonym. W ten sposób udało się zatrzymać transmisję wirusa, ale też lepiej poznać jego skalę.

Efekty? Czesi, Austriacy, Duńczycy i Estończycy już przed Wielkanocą powiedzieli, że po nich zaczną stawiać pierwsze kroki na długiej drodze do normalności.

Inne kraje, które wykazały się swobodniejszym podejściem płacą wysoką cenę. Najwyższą - Hiszpanie, Włosi i Amerykanie. Lekceważenie zagrożenia nie opłaciło się też Brytyjczykom. Liczba ofiar jest w tych krajach przerażająca, a dane z gospodarek - zasmucające. W Hiszpanii zlikwidowano w marcu ponad 800 tys. etatów. Dla kraju, który żyje m.in. z turystyki najgorszego dopiero nadchodzi, bo w 2020 r. turyści raczej zostaną w domach.

Włosi na razie nie raportują żadnych liczb, pamiętajmy jednak, że region Lombardii, czyli epicentrum pandemii, to także ekonomiczny silnik kraju, jeden z najbardziej uprzemysłowionych obszarów na świecie. Teraz ten silnik pracuje na niskich obrotach.

Niemcy też nie pokazują konkretnych liczb, ale na razie wygląda na to, że ich potężna gospodarka, wytrzymuje skutki lockdownu. Niemcy muszą zapomnieć o spacerach nad Szprewą, czy zgromadzeniach, ale mogą liczyć na solidne wsparcie państwa. Tamtejsza „tarcza” gwarantuje dopłaty do pensji (przy wcześniejszym skróceniu wymiaru czasu pracy) nawet  przez 12 miesięcy. Aż 400 mld euro rząd federalny wyda na przejęcie kredytów firm przechodzących trudności z powodu koronawirusa.

Jako ciekawostkę warto dodać, że dotychczas niemal 3,3 tys. Niemców straciło życie wskutek zakażenia, ale już ponad 58 tys. wyzdrowiało. To jedna ósma wszystkich ozdrowień na świecie.

„Trzecią drogę” wybrała Szwecja. Tam życie toczy się normalnie. Z pandemią walczą epidemiolodzy, nie politycy. Praca wre, odizolowani są ci, którym grozi największe niebezpieczeństwo. Niebawem powinniśmy zobaczyć skutki tej strategii. Na razie czterokrotnie mniej ludna Szwecja ma czterokrotnie więcej ofiar wirusa niż Polska. Ale pewnie wielokrotnie mniej ofiar ekonomicznych.

Jak nietoperz zatrzymał świat.

Przyjrzyjmy się bliżej pożodze, która wirus zostawi na światowej gospodarce. Bank Światowy szacuje, że w ubóstwo - przejściowo lub trwale - wpadnie nawet pół miliarda osób. PKB gospodarek pikuje i nie wiadomo, kiedy się zatrzyma. Globalna gospodarka - to już dane Instytutu Finansów Międzynarodowych (IFF) - skurczy się o 2,8 procent. Dla porównania, nazywany epokowym, kryzys z 2009 roku skutkował zmniejszeniem całej sfery gospodarczej o 2,1 procent.

Już dziś Europejski Bank Centralny zapowiada, że kupi obligacje Włoch, Hiszpanii i innych „ofiar wirusa”, jednocześnie EBC luzuje reguły dotyczące zadłużenia krajów. Tym samym szykuje grunt pod dodruk pieniądza. To z kolei oznacza inflację i wzrost cen, w czasie, gdy o wzrost pensji będzie bardzo trudno.

W Polsce Citi Bank przewiduje ponad dwukrotny(!) wzrost bezrobocia i skurczenie się PKB o 3,2 procent. Warto przypomnieć, że ubiegły rok nasza gospodarka zamknęła niemal 5 proc. wzrostem. I to wcale nie jest najczarniejszy scenariusz. Te najgorsze mówią o spadku wynoszącym kilkanaście procent. 

W tym wszystkim swojego miejsca szuka polski rząd. Niedawno rząd przyjął przepisy tarczy antykryzysowej, która gwarantuje np. zawieszenie ZUS, dopłaty do pensji pracowników (do wysokości pensji minimalnej) i …..to z grubsza tyle. Pracodawcy mówią, że to tak, jakby przed ulewą chronić się durszlakiem albo parasolką z gazety.

O ocenę rozwiązań rządowych pytam Pana Tomasza, właściciela 3 drukarni, zatrudniającego 8 osób na etacie i kilkanaście na umowach cywilnoprawnych lub „na fakturę”.

Niemal z dnia na dzień ubyło mu 80 proc. zamówień, części klienci nie chcą odbierać.

- Musiałbym solidnie rzucać mięsem, żeby ocenić rządową pomoc. Jestem wściekły. Tak się składa, że współpracuję z partnerami z Niemiec i wiem, jak tam pomaga się biznesowi - mówi. I dodaje, że próbował sięgnąć po pieniądze jak tylko pojawiła się szansa, ale poddał się po dwóch godzinach wypełniania druków z księgowym.

Procedury uproszczono w ramach tarczy 2.0, ale to - zdaniem Pana Tomasza i świata small biznesu - niewiele zmienia. Rząd zapowiada, że szybko wprowadzi kolejny pakiet wsparcia, a Pan Tomasz ironizuje: - Czekam z zapartym tchem.

Nie lepiej rządową pomoc ocenia branża upominków. Z badania Polskiej Izby Artykułów Promocyjnych, zrealizowanego na początku kwietnia, na próbie 450 firm, wynika, że działania rządowe nie są traktowane poważnie. Tylko jedna na 25 firm (4 proc.) twierdzi, że pomogą one ich biznesom przetrwać. Pozostała część ankietowanych uważa, że oferta rządu nie uchroni ich przed plajtą lub zwolnieniami.

Pan Tomasz umówił się z załogą, że za kwiecień wypłaty będą mniejsze o 40 proc., w maju o połowę. Wszyscy przystali na zmianę. Dwie pracownice złożyły wnioski o świadczenie opiekuńcze, a samozatrudnieni walczą o postojowe. Pan Tomasz przyznaje, że jeśli sytuacja się nie poprawi, w lipcu będzie musiał zamknąć dwie drukarnie i połowie nieetatowców podziękować za współpracę.

Wskazuje jeszcze jeden problem - split payment. - Odejście od mechanizmu podzielonej płatności byłoby teraz dużą ulgą. Dla części faktur, jedną czwartą środków mam zamrożoną, a przecież każda złotówka jest zbawieniem! - denerwuje się.

Niefajny upominek.

Kryzys huknął też w branżę upominków na całym świecie. Pan Tomasz niejako na potwierdzenie tej tezy mówi mi o 300 notesach, które zamówił dla klienta, ale póki co z nimi został.

Z raportu PIAP wynika, że 90 proc. ankietowanych firm już w marcu miało dołek w zamówieniach. A co trzeci podmiot z tej grupy dosłownie padł jak rażony piorunem, bo zanotował obroty niższe o trzy czwarte lub nie wystawił żadnej faktury. 

W minorowych nastrojach branża mówi o dalszej części roku. Niemal wszyscy spodziewają się spadków.

Mówiąc krótko - dla branży to rok stracony. Zwłaszcza, że przełożone zostały dwie wielkie imprezy sportowe - piłkarskie Euro 2020 i Igrzyska Olimpijskie w Tokio. Tym samym zakręcony został kurek środków publicznych na promocję miast i regionów. Nie ma imprez masowych, np. koncertów, czy zlotów. A korporacje przycięły budżety marketingowe, targowe, pr-owe, czy eventowe.

Branża oczywiście stara się walczyć, aż 40 proc. firm przesunęło ciężar działalności ku „usługom i produktom związanym z przeciwdziałaniem epidemii”. Mimo to, co piąta badana firma przewiduje, że będzie musiała rozstać się z połową pracowników.

Jeszcze będzie fajnie.

Jak mówi stare przysłowie, najciemniej jest tuż przed świtem. I wydaje się, że zza horyzontu słońce tuż po świętach wyjrzało w Czechach, Austrii, Estonii i Niemczech. Tam mówi się o stopniowym znoszeniu ograniczeń. W Niemczech w pierwszej połowie maja rozgrywki ma wznowić Bundesliga (oczywiście bez kibiców), nawet w Polsce piłkarze mają wybiec na boiska pod koniec maja. Hiszpania i Włochy weszły na plateau zakażeń, USA twierdzą, że najgorsze piekło zdrowotne za nimi. Maleje liczba nowych zakażeń i osób w stanie krytycznym.

W Hiszpanii, w poniedziałek 13 kwietnia, wróciła do pracy branża budowlana. A to ona jest papierkiem lakmusowym i lokomotywą gospodarek. W Polsce firmy takie jak Budimex, Skanska, Gulermak nawet na chwilę nie zwolniły.

Jak na drożdżach rosły ostatnio branże farmaceutyczna, e-commerce i rozwiązań IT. To akurat też jest bardzo ważne. W 2009 r. zapadła się niemal cała gospodarka, dziś jej spora część prze do przodu i jest w naprawdę dobrej kondycji. Zdrowe sektory będą więc nieco ciągnąć za uszy cały system przyspieszając jego sanację.

Co ważne, z alarmistycznych raportów ekonomicznych przebijają dwa promyki nadziei. Pierwszy to fakt, że gospodarki azjatyckie i indyjska urosną wyraźnie w tym roku. Wiele firm z Europy postawi więc na Jedwabny Szlak i spróbują zarabiać na eksporcie.

Drugi, to silne przekonanie, że 2021 r. będzie naznaczony silnym odbiciem. Polska gospodarka ma urosnąć w tempie 5 procent. Jeszcze będzie fajnie.   

 

Autor: Tomasz Piszczek *GAZETA PIAP 16/2020 (MAJ/SIERPIEŃ 2020).

GAZETA PIAP 16/2020 PDF

GAZETA PIAP 16/2020 ONLINE
 

 

 

 

 

Polska Izba Artykułów Promocyjnych
ul. Święty Marcin 29/8 61-806 Poznań
NIP: 5222842937
REGON: 140900028
KRS: 0000274263
Sąd rejonowy Poznań-Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu
VIII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego