Artykuły Branżowe:

10 czerwca 2021

Rok 2021 zwyczajny nie będzie…

W świetle wielu analiz, komentarzy i gdybań oczywiste jest że rok 2021 zwyczajny nie będzie, tak jak zwyczajnym nie był rok 2020. Głównym kłopotem jest to, że nie mamy zielonego pojęcia jaki będzie faktycznie. W dodatku nikt nie ma takiego pojęcia. A jeśli nawet gdzieś taki ktoś jest, to nie wiemy, że to właśnie on ma rację, a podobnie wygłaszanych komentarzy mamy wciąż do dyspozycji setki jeśli nie tysiące.

Co do zasady wysoki poziom niepewności przyjmuje się jako kluczowy hamulec procesów inwestycyjnych. Co gorsza, wysoki poziom niepewności to również zbyt często wystarczający pretekst by „poddać się” i zrezygnować z prowadzenia działalności. Szczęściem w naszej naturze jest owszem wszechobecne krytykowanie i narzekanie na rzeczywistość, ale z tym „poddaniem się” to już nie jest takie oczywiste. 

Oceniając wyniki roku 2020 i myśląc o perspektywach roku 2021 trzeba mieć na uwadze, że wręcz nadzwyczajnie uwypukla się teraz teza, że gospodarki nie powinno obserwować się wyłącznie przez pryzmat „średnich”. Dane z ostatnich kilku czy kilkunastu lat przyzwyczaiły nas do brania pewnej zdroworozsądkowej poprawki na to, że kondycja poszczególnych branż, a nawet poszczególnych firm w obrębie branży może być sporo inna niż „średnia krajowa”. Obecnie ta intuicyjna poprawka wymaga wyjątkowego poszerzenia. Te różnice niejednokrotnie są skrajnie większe, niż te które dotąd obserwowaliśmy. Skoro tak, to sytuacja w naszym otoczeniu może być zupełnie inna (np. lepsza) niż ta o której mówi się powszechnie. Wszak zazwyczaj zwraca się uwagę na obszary, w których jest wyjątkowo ciężko. Może być też odwrotnie, przedstawiając nasze dotkliwe bolączki natrafimy na mur niezrozumienia, ze strony wszystkich tych, których sytuacja jest słaba, ale nie beznadziejna.

Okres kłopotów gospodarki (naszej, europejskiej, światowej), z podbitym ponad miarę poziomem ryzyka, to jednak również okres doskonałych okazji dla wszystkich tych, którzy nie mają  zwyczaju „poddawać się”. Po pierwsze wypada z rynku część konkurencji, co daje okazje zaistnienia z towarem czy usługą u nowych odbiorców. Po drugie, jest to czas rewelacyjnych wręcz okazji do przejmowania innych firm (w tym konkurencji). Po trzecie, jest to moment gdy bardzo przyspieszają zmiany, więc to czego wyczekiwaliśmy dopiero za lat pięć czy dziesięć, może okazać się rzeczywistością już jutro.

Skoro tak, to wypadałoby zastanowić się, co robić ,co przedsięwziąć by trudna sytuacja nas nie poobijała zbyt mocno i by pojawiające się okazje były dla nas uchwytne. Co ciekawe nie trzeba specjalnie daleko szukać by taki zestaw zdroworozsądkowy znaleźć. Jest on bardzo zbliżony do tego co wskazywane było tak niedawno w dyskusjach o postępującej globalizacji w punkcie, „a co jeśli ona (globalizacja) będzie w odwrocie?”.

Podstawowe są rezerwy i „zdublowane systemy”. Trzeba mieć dodatkowe równoległe kanały dystrybucyjne dla towarów i usług, ale również dodatkowe równoległe kanały zapewniające dostawy dóbr niezbędnych do produkcji poszczególnych wyrobów i funkcjonowania gospodarki jako całości. Ważna jest zdolność do choćby częściowego uruchomienia produkcji dóbr, które w zwykłym czasie lepiej/taniej sprowadzać (w naszej aktualnej rzeczywistości okazało się, że ten punkt dotyczyć też może własnej produkcji energii i pozyskania wody). Kluczowe jest w okresie podwyższonego ryzyka (a taki mamy już i będziemy mieli jeszcze wiele lat) by dbać o znaczące podwyższenie wszelkiego rodzaju zapasów/rezerw poszczególnych firm  (w tym płynnościowych, materiałowych, osobowych). Owszem powyższe zasady doprowadzą do wzrostu kosztów. Ale wzrost zdolności przedsiębiorstwa do przetrwania i szybkiego reagowania w momencie pojawienia się okazji rynkowych jest ważniejszy od wyższej rentowności.

To zadziwiające jak owe zdroworozsądkowe zasady są wciąż aktualne mimo diametralnego obrócenia sytuacji światowej gospodarki. Najwyraźniej warte są wpisania w kanony postępowania na trwałe.

W chwili obecnej naturalnym jest koncentrowanie się głównie na utrzymaniu działalności, na utrzymaniu zdolności do wytwarzania towarów i usług. Daje to możliwość wejścia z towarami u sługami do odbiorców, na co dzień obsługiwanych przez konkurencję, kiedy tylko pojawią się pierwsze symptomy odbudowy gospodarki i wzrostu popytu. Wystarczy spojrzeć na wyniki naszego przemysłu i obroty eksportowe z ostatnich miesięcy roku 2020. Ewidentnie wykorzystaliśmy - i to na masową skalę – fakt, iż część z producentów krajów europejskich nie podniosła się jeszcze po pandemii, a towary od producentów z dalekich krajów nie miałyby szansy dotrzeć na czas do odbiorców. Kiedy więc tylko pojawił się pierwszy poważniejszy popyt zamówienia złożono u nas, a nie w odległych lokalizacjach.

Jednak przetrwanie i pierwszy impuls wzrostu to jedno, a ugruntowanie nowej pozytywnej tendencji to drugie. Utrzymanie zainteresowania swoimi wyrobami czy usługami łatwe nie jest i wymaga wciąż i w wciąż doskonalenia. Kluczowe dla zrobienia postępu w tym zakresie wydają się cztery kierunki działań.

Pierwszym jest poprawa poruszania się przedsiębiorstw w świecie cyfrowym. Wypada w tym obszarze podkreślić umiejętność porównania się z konkurencją, zdolność do poznania przyzwyczajeń i wymagań potencjalnych klientów, posługiwanie się platformami sprzedażowymi, nowe podejście do prezentowania firmy i produktów, adekwatne zaistnienie w mediach społecznościowych. Do całkiem niedawna wydawało się, że na zmierzenie się z tym tematem jest trochę czasu, braki nie są aż tak bolesne i można je rugować stopniowo i bez pospiechu. Tymczasem na przestrzeni kilku ostatnich kwartałów świat stanął na głowie i okazało się, że wszystko to co planowaliśmy do realizacji w ciągu kilku najbliższych lat musimy mieć już.

Drugim, jawi się konieczność rozszerzenia i unowocześnienia parku maszynowego. W obecnych stosunkach gospodarczych kluczową jest jakość wyrobów. Jest ona warunkiem koniecznym by móc włączyć się do konkurencji światowej. Bez nowoczesnej technologii i zawansowanych procesów z jakością można dojść tylko do pewnego etapu, który może okazać się niewystarczający. W dodatku nowocześniejsza technologia pozwala na wypracowanie wyższego poziomu sprzedaży, zysku i marży liczonej na jednego zatrudnionego. A to, poprzez większe możliwości kształtowania płac, w sposób oczywisty daje dodatkowe możliwości w konkurowaniu o pracowników na coraz bardziej wymagającym rynku. Nasza przewaga (w wybranych branżach) nowoczesności parku maszynowego z pierwszych lat po wejściu do Unii kurczy się. Moce produkcyjne w wielu branżach są wykorzystane w bardzo wysokim stopniu, brak więc rezerw do wywiązania się z większych zamówień. Działania inwestycyjne muszą być tu spójne z wypracowanymi wizjami jaki rodzaj działań jest perspektywiczny w horyzoncie kilkunastu lat i czego potrzebujemy by odnieść sukces. Nie można też zapominać, że innowacje to coś znacznie szerszego niż tylko nowa technologia. Decyzja o inwestycjach w niepewny czas nie jest łatwa. Ale jej brak to też decyzja – często o spóźnieniu się wobec działań konkurencji i w sumie o rezygnacji z pozostawania „w linii”.

Trzecim jest dokonanie postępu w obszarze stosunków pracy. Nieodzowna jest tu poprawa umiejętności zarządzana zespołami. Sporo „dobrych, dawnych, sprawdzonych” metod jest już mocno nieaktualnych. Przy ich stosowaniu bowiem nie da się osiągnąć innowacyjności, kreatywności, stałego oddolnego kreowania poprawiania jakości. Bardzo często obserwowane są tu również kłopoty z codzienną komunikacją. „Szef” jest przekonany, że wszyscy rozumieją go niemal bez słów, a pracownicy boja się powiedzieć że „nie” – a to prosta droga do katastrofy. Pandemia przyspieszyła też nasze rozumienie potrzeby naciskania na powszechność elastyczności w: formach zatrudnienia, wymiarze czasu pracy, rozliczaniu z zadań (a nie biernej obecności), miejsca gdzie wykonywane są zadania.

Czwartym jest przyjęcie do wiadomości, że świat przestał iść w stronę dużych i bardzo dużych podmiotów, dając tym małym szansę na spokojne wzrosty lub spokojne wygaszanie działalności. Świat w tym kierunku pędzi i to niemal na oślep. Skoro tak, to na nowo powinny być przemyślane wszelkie inicjatywy nakierowane na wspólne działania - w postaci większych niż dotąd organizacji. Tak, dla naszego poczucia własności i niezależności to skrajnie trudne. Z drugiej strony jako argument warto przytoczyć puentę starego kawału, która głosiła „lepiej jeść tort w pięciu, niż byle co samemu”.      

 

Piotr Soroczyński główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. Statystyk - absolwent Szkoły Głównej Handlowej. Ma przeszło dwudziestoletnie doświadczenia analityczne jako ekonomista lub główny ekonomista w sektorze finansowym. Pracował w Banku Handlowym w Warszawie, Banku Ochrony Środowiska, Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych. Ma też doświadczenie w zarządzaniu. Był prezesem zarządu Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych oraz podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, odpowiedzialnym za analizy makroekonomiczne, zarządzanie długiem publicznym i rozwój rynku finansowego. W życiu zawodowym i prywatnym za najważniejszą uważa ciekawość świata, a w jej realizacji - jeszcze od czasów licealnych (IX LO Hoffmanowej w Warszawie) – za najporęczniejsze uznaje matematykę, geografię i historię. Muzyki słucha raczej ciężkiej.

 

  Artykuł ukazał się w Gazecie PIAP 19/2021 (KWIECIEŃ/SIERPIEŃ 2021).                                                  

 

  

 

 

 

 

powrót do listy